poniedziałek, 24 kwietnia 2017

269. Fałszywi przyjaciele cz. 9

Wraz z dzisiejszą edycją, nasz słownik 'fałszywych przyjaciół' będzie liczył dokładnie 77 słów. Kiedy zaczynałam serię na blogu, nie spodziewałam się, że będę ją kontynuować i że urośnie do takich rozmiarów. A dodam, że mam już nawet część słów na edycję 10, zatem lista rozszerzy się jeszcze o kolejne pozycje. Jeśli jesteś tu nowy/nowa lub chcesz odświeżyć informacje, zajrzyj do TYCH postów.

  • brev - po norwesku "et brev - brevet" to po prostu list. Jeśli chcemy natomiast powiedzieć "brew" po norwesku, to użyjemy słowa "øyebryne"


  • glup - z tym słowem wiąże się zabawna anegdotka. Ørjan lubi słuchać moich rozmów na Skypie/patrzeć kiedy piszę po polsku na Messengerze bo wyłapuje wtedy słowa, które zna. Często znając tylko kilka fraz potrafi wyłapać ogólny sens wypowiedzi. Raz pisząc z bratem na Messengerze użyłam słowa "głupi" (tak często komentuję jego żarciki). Ørjanowi musiało wpaść w oko to słowo i automatycznie powiązał je sobie z norweskim "glup", bo kiedy raz opowiadałam mu, że udało mi się coś tam zrobić to powiedział "oo, no głupi" (Większość moich wypowiedzi kwituje zdaniem 'Oo, no fajnie'). Zamurowało mnie i zapytałam, czy się czasem nie przesłyszałam. Ørjan równie zdziwiony zapytał, czy to jest odpowiednik norweskiego 'glup'. Sprawdziłam w słowniku i okazało się, że to zupełne przeciwieństwo! Glup po norwesku to mądry/bystry a głupi po polsku.. no sami wiemy.


  • minibank - jeśli zdarzy Ci się usłyszeć Norwega zmierzającego do "miniaturowego banku" (minibank) to jest on w drodze do bankomatu. Ilekroć spotykam się z tym słowem, zawsze bardzo mnie bawi bo przed oczami ukazuje mi się taki maleńki bank wciśnięty gdzieś między drapacze chmur. 



  • mjød - w jednej z książek spotkałam się ze stwierdzeniem, że Vikingowie pili mjød.  Od razu się skrzywiłam, bo jak można pić coś tak słodkiego. I to jeszcze w takich ilościach jak oni to robili! (myślałam że mjød to synonin słowa honning). Mały research pokazał mi, że mjød to odpowiednik naszego polskiego miodu pitnego (ze słuszną zawartością alkoholu) a taki gęsty słodki miód po norwesku nazywa się po prostu honning.



  • peis - to słówko na początku kojarzyło mi się ze słowem pies bo wizualnie wygląda prawie tak samo (szczególnie kiedy mózg ma tendencję do czytania pierwszej i ostatniej litery i przypisywania temu słów, które znamy). Dopiero kiedy tworzyłam grafikę wpadłam na to, że mamy w języku polskim prawie takie samo słowo, które znaczy coś całkiem innego! Norweski peis to kominek.



  • røver - norweski røver to złoczyńca, rabuś. Jeśli dodamy do tego przedrostek sjø (morze) to wyjdzie z tego sjørøver czyli rabuś na morzu, po polsku oznaczający pirata. Oczywiście w Norwegii używa się zamiennie słów sjørøver i pirat. Polskie znaczenie wszyscy znają. A na zdjęciu chwalę się moim czerwonym rowerem :)



  • sminke  - to słowo na początku sprawiało mi wiele problemów. Po norwesku sminke oznacza wszystkie produkty, którymi możemy "upiększyć" naszą twarz czyli zarówno szminki, jak i cienie, pudry, kredki osv. osv. Norwegowie poszli na łatwiznę i sminke oznacza też makijaż (full sminke - pełny makijaż) lub użyte jako czasownik "å sminke seg" oznacza "malować się".



  • skjema - wszystkie papiery, dokumenty które możemy wypełnić i gdzieś złożyć są nazywane "skjema". Po polsku kojarzy mi się tylko ze słowem "schemat" które jest całkiem czymś innym. W norweskim dodanie przedrostka lub przyrostka będzie wskazywało na rodzaj dokumentu. I tak mamy np. skademeldingsskjema (dokument szkody, który wypełnia się podczas kolizji), fullmaktskjema (dokument upoważniający kogoś do czegoś), påmeldingsskjema (dokument rejestracji) czy søknadsskjema (dokument aplikacyjny).


  • butikk - tym mianem określa się wszystkie sklepy, bez wyjątku czy to spożywczak, czy butik Versace. Przyznam szczerze, że na początku sprawiło mi to trochę problemów przez skojarzenie z polskim butikiem właśnie.

Masz jakieś słowa, które nadają się do miana "fałszywych przyjaciół" ? Podziel się w komentarzu! 
Pozdrawiam,
Pati

niedziela, 9 kwietnia 2017

268. Norwegia opuszczona - Bølgekraftverket

Fanów z serii "Norwegia opuszczona" zainteresuje na pewno dzisiejszy wpis. Jeśli jesteś tu nowy/a to zapraszam do przeczytania poprzednich postów o opuszczonych miejscach w Norwegii. W ubiegłą niedzielę Ørjan zabrał mnie do niedziałającej już elektrowni wodnej. Co ciekawe, jest to bardzo popularne miejsce podczas sztormów, ale trzeba być ostrożnym. Fale tam potrafią być potężne i jak przekonasz się oglądając zdjęcia -  z łatwością niszczą wszystko co spotykają na swojej drodze.

Elektrownię otworzono na wyspie Toftøy w Øygarden w latach 80-tych, Kto miał okazję odwiedzić Øygarden wie, że wieje tam niemiłosiernie. To było głównym powodem stworzenia tam specjalnej turbiny napędzanej przez fale. Fale z otwartego morza trafiały do betonowej, zwężanej rynny podnosząc poziom wody w sztucznym zbiorniku a tym samym wprawiając w ruch mechanizm i przyczyniając się do tworzenia energii elektrycznej. Elektrownia, którą odwiedziliśmy została otworzona przez spółkę Norwave w 1985 roku. W tym samym roku konkurencyjna spółka Kværner Brug otworzyła swoją elektrownię niedaleko Norwave.
Inwestycja była dość niefortunna dla Kværner Brug. Już trzy lata po otwarciu okazało się, że fundamenty były zbyt słabe i obiekt został zmieciony z powierzchni ziemi przez huragan.

Jednak nie oznacza to, że Norwave żyła długo i szczęśliwie. W 1989 właściciele postanowili ulepszyć rynnę.  Norwegii kiedy coś się buduje, to zazwyczaj trzeba też coś wysadzić w powietrze. Tak było w tym przypadku. Eksplozja była tak potężna że uszkodziła znaczną część rynny. Do tego doszły też zniszczenia powodowane przez fale i huragany. Zarząd Norwave nigdy nie zdołał zgromadzić potrzebnego kapitału na odbudowę miejsca. I tak stoi od tego czasu miotane siłami natury. 
Udało nam się trafić na dosyć "spokojne" morze, więc mogliśmy dojść do większości miejsc bez strachu o własne życie. Jeśli się tam wybierasz - zachowaj ostrożność!!

Niedaleko szlabanu prowadzącego do elektrowni jest mały parking na którym można zostawić samochód. Aby dojść do szlabanu, należy pójść ulicą "Bølgekraftvegen", minąć dom z ogromnym drewnianym trollem i małą "wystawą" w altance. Stamtąd do elektrowni czeka nas około 15 minutowy spacer. 





Elektrownia ukaże się po naszej prawej stronie

Trzeba przejść przez dosyć słabo wyglądający most (nie polecam przy dużych falach)


Po lewej stronie jest morze. Fale są czasem tak ogromne, że przepływają przez to wzniesienie ciągnąc za sobą ogrodzenie












Podjazd podmyty przez fale

Tablica informacyjna stojąca kiedyś przed budynkiem

Betonowe maszty to konstrukcja która podtrzymywała betonowy most. 

Część drogi






To most, który kiedyś znajdował się na belkach (Potrafisz sobie teraz wyobrazić siłę tych fal?

Trzeba uważnie patrzeć pod nogi bo wókół leży mnóstwo niestabilnych kamieni z wystającymi z nich metalowymi prętami




Po prawej stronie rynna która miała łapać fale


Znalazłam też street art 


W dole znajdował się cylinder.

"Wesołej Wielkanocy"


Drewniana kładka w miejscu gdzie kiedyś znajdował się betonowy most dla samochodów i pieszych

Wokół powstało mnóstwo hyttek, zastanawiam się jak to jest siedzieć tam podczas sztormu :)
Pozdrawiam,
Pati